Witaj, świecie! Wpis Pierwszy! Boks, czyli kto by się spodziewał.

BOKS

Na wstępie musicie wiedzieć jedno, otóż ja nie lubię boksu. Nie oglądam i nie oglądałem (lub na odwrót). Prawie tak samo jaki piłki nożnej, którą trenowałem lat 25. W ogóle to nie lubię się bić! Nigdy się w zasadzie nie biłem (oprócz incydentów) i podsumowałbym dotychczasową „przygodę z boksem” tym, że byłem bity.

Byłem bity przez kolegów z równoległej klasy, przez kolegów z drużyny piłkarskiej (w zasadzie jednego, ale to były solidne „lania”) i kogo tam popadło. Nie to, że jakoś często. Workiem do bicia nie byłem, ponieważ jak na worek zbyt szybko biegałem (stąd moja ksywa szkolna Speedy). Po prostu jakoś tak wyszło, że przypadek zrządził, że los tak chciał.

Przypadkowi i losowi, zapewne pomogło to, iż byłem pyskatym i złośliwym niziołkiem, co zapewne było główną przyczyną moich niezaplanowanych treningów sprinterskich.

ALE NADSZEDŁ TEN DZIEŃ!

Małżonka moja zakupiła mi kartę na treningi boksu z okazji 43 lat na tym ziemskim padole, co by się człeczyna poruszał i …

I tak już drugi miesiąc. Fryzjer Tomasz (nie Adamek), do którego chodzę, pochwalił się swoja nową pasją jaką jest boks, ja z kolei  o tym opowiedziałem żonie i … dwa razy z tygodniu chodzę na treningi. Wracam bogatszy o doświadczenia i kilka otarć, które najczęściej „funduje” mi przemiły i mega uśmiechnięty koleżka 190 cm i 116 kg o imieniu Dominik. Musze radzić sobie z tym, że jestem jednym z niewielu początkujących, z wypadającymi szkłami kontaktowymi i z ograniczonym zasięgiem ramion, co sprawia że zanim przeciwnik znajdzie się w zasięgu moich rakiet, ja już zostaję kilkukrotnie dotkliwie ugodzony 2-3 prostymi. Ale te „problemy” tylko determinują moją chęć do uczenia się, uważnego słuchania trenera i samokształcenia w domu.

Są także bardziej wyrównane pojedynki, które toczę podczas ćwiczenia „walka z cieniem” lub podczas treningowych sparingów zwanych „zabawkami” z przedstawicielkami płci pięknej, ale jedne i drugie chluby nie przynoszą, więc dodam tylko, że nie są one dla mnie okazją do odreagowania i nauki…nawet od rzeczonego „cienia”.

I tak jest dobrze, i tak jest lepiej. I sparafrazuję mecenasa moich zadrapań „zawsze na mieście może się trafić jakiś gruby i łysy”…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *